Książki Wyjść Taternickich - relikt przeszłości czy użyteczne zródło informacji?


Kilka słów wstępu wyjasniającego genezę powstania tego tekstu. Otóż jeden z moich kolegów - Adam Smiałkowski jakis czas temu podjął się trudnego zadania w miarę dokładnego ewidencjonowania aktywności wspinaczkowej w Tatrach. Z racji moich częstych wizyt w Morskim Oku i na Hali Gąsienicowej Adam poprosił mnie o pomoc w regularnym przesyłaniu mu wykazów przejść zamieszczonych w Książkach Wyjść Taternickich. Przegladając regularnie te Ksiązki doszedłem do pewnych wniosków i przemyśleń , które sformułowałem w poniższym artykuliku. Powstał on półtora roku temu pierwotnie z zamiarem opublikowania go w wydawanym przez TPN kwartalniku "Tatry" (gdzie regularnie publikuję wraz z moją koleżanką z IMGW Anią Fiemą cykl artykułów o tematyce śniegowo-lawinowej). Niestety w "Tatrach" nie udało sie znalezc wolnego miejsca, dlatego został on odłożony do lamusa. Jednak ostatnio w środowisku taternickim głośna zrobiła sie sprawa planów wprowadzenia przez TPN, zamiast "papierowych" Książek Elektronicznego Systemu Rezerwacji dla przejśc taternickich, na wzór funkcjonującego juz od pewnego czasu systemu dlla taterników jaskiniowych. Temat wzbudził olbrzymie emocje, niektóre wygłaszane opinie mooocno trącały spiskową wizją świata :-) choć z drugiej strony trzeba przyznać, że w dobie powszechnej inwigilacji i monitorowania naszego życia można trochę zrozumieć obawy o potencjalne mozliwości wykorzystania tego typu narzędzi.
Dlatego (choć oczywiście mam jakieś tam swoje zdanie na ten temat) nie chcę sie mieszać w te , często niestety personalno-polityczne dyskusje. Uznałem natomiast, że chyba warto wrócic do tego tekstu opisującego wady i zalety dotychczas istniejącego "systemu".


Jak każda osoba wspinająca się w Tatrach jakiś czas - a ja robię to już od ponad 25 lat, z czego od pewnego czasu zawodowo i dość intensywnie, zebrałem trochę praktycznych doświadczeń z użytkowaniem niegdysiejszych i współczesnych Książek Wyjść. Natomiast tak naprawdę dopiero regularne śledzenie wpisów w nich dokonywanych w ubiegłych sezonach pozwoliło mi na sformułowanie pewnych wniosków i uogólnień.

Pierwsza podstawowa uwaga - niestety ciągle stosunkowy spory procent osób wspinających się nie zadaje sobie trudu żeby odnotować swoje przejścia w Książce. A jest to - z czego wiele osób nadal nie zdaje sobie sprawy - tak naprawdę JEDYNY obecnie warunek stawiany przez Tatrzański Park Narodowy osobom które chcą legalnie zejść ze znakowanego szlaku i udać się na wspinaczkę. Na szczęście minęły już czasy egzekwowania od taterników pliku pozwoleń, kart czy legitymacji. Tym niemniej pamiętajmy że wspinamy się na terenie Parku Narodowym i prawo zejścia ze znakowanego szlaku jest jednak wyjątkiem od ogólnie obowiązujących reguł poruszania się i poświęcenie kilku minut przed i po wspinaczce na wpis do Książki nie jest chyba zbyt wygórowaną ceną za ten - było nie było - przywilej. Zwłaszcza, że nie jest to li tylko zabieg mający na celu prowadzenie statystyki dotyczącej poziomu ruchu taternickiego w danych rejonach - choć zapewne z punktu widzenia Parku i ochrony przyrody jest to najważniejsze. TPN kilka lat temu opracował i zrealizował nowy wzór Książki Wyjść, odpowiadający współczesnym wymaganiom (tekst także po angielsku, miejsce na podanie numeru telefonu kontaktowego, możliwość wypisania się z innej Ksiązki niż ta w której dokonano wpisu). Dlatego teraz zawarte w nich jest sporo informacji, które dla nas - wspinaczy mogą mieć spore znaczenie praktyczne. Najważniejsza sprawą wydaje się możliwość lepszego zaplanowania działania już na etapie wyjścia ze schroniska. Nie tak rzadko zdarza się ze w ładne wakacyjnej i powakacyjne weekendy pod niektórymi bardziej popularnymi drogami robią się po prostu kolejki. Dlatego wiedząc z góry , że jest się trzecim czy czwartym zespołem wpisanym danego dnia na jakąś drogę zazwyczaj lepiej jest od razu wybrać inny cel niż wracać się spod ściany albo spędzić pół dnia na piargach pod ścianą w oczekiwaniu na swoją kolej. Ma to też zresztą oczywiste i niebagatelne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa - Tatry są górami stosunkowo kruchymi i zespół wspinający się nad nami zawsze zwiększa ryzyko zrzucenia na nas kamieni - są zresztą takie drogi (np Załupa H na Zadnim Kościelcu) na które wręcz nie powinno się wybierać zanim poprzednicy jej nie ukończą. Do tego dochodzą zwykle średnio sympatyczne i także bardzo niebezpieczne sytuacje wyprzedzania się w ścianie przez zespoły wspinające się z różną szybkością - dlatego wpis w Książce Wyjść pozwoli nam na lepsze zaplanowanie wspinaczkowego dnia. Z bezpieczeństwem wiąże się także kolejna, niegdyś zresztą dominująca funkcja wpisu w Książce czyli informacja dla ratowników o naszych planach wspinaczkowych i szczęśliwym ich zrealizowaniu. W czasach „przedkomórkowych” było to podstawowe zabezpieczenie w razie ewentualnego wypadku, które nie raz przyczyniło się do podjęcia działań ratujących zdrowie i życie taterników. I choć wraz z upowszechnieniem się komórek i pokryciem zdecydowanej większości Tatr stosunkowo dobrym zasięgiem tego typu zabezpieczenie straciło trochę na znaczeniu , jednak nadal w sytuacji awaryjnej (brak zasięgu, awaria telefonu itp) może to być ostatnia deska ratunku.

Zdaje sobie sprawę ze to co pisze powinno być oczywiste dla większości osób wspinających się w naszych górach - jednak zarówno moje obserwacje, jak i badania przeprowadzone kilka lat temu przez TPN i mojego kolegę przewodnika i wspinacza dr Miłosza Jodłowskiego z UJ dość jasno wykazały, że procent zespołów, które nie wpisują się do Książek Wyjść jest nadal wysoki. Niestety muszę tu też wrzucić kamyczek do własnego ogródka - do Książek nie wpisuje się też , z niejasnych dla mnie powodów, wielu przewodników prowadzących swoich klientów na drogi wspinaczkowe... Na szczęście problem ten raczej nie występuję wśród instruktorów wspinaczki, którzy zwykle wpajają swoim kursantom nawyk wpisywania się do Książki.
Niestety rzeczą trochę zniechęcającą wspinaczy do odnotowywania swoich wyjść w Książkach jest problem jej "zaśmiecania" dużą ilością wpisów wycieczek turystycznych po znakowanych szlakach. Problem ten da się zauważyć zwłaszcza na Hali Gąsienicowej, gdzie książka znajduje się w miejscu łatwo (zbyt łatwo?) dostępnym i wielu turystów, zachęcanych słusznymi skądinąd zaleceniami o zostawianiu informacji o celu wycieczki wpisuje tam swoje plany. Tyle że Książki Wyjść nie pełnią (i zresztą przy tak masowej turystyce jak w Tatrach Polskich nie mogą pełnić) takiej roli dla turystów - z założenia przeznaczone są wyłącznie dla taterników. Niestety oryginalnie w książce brakuje jasnej i jednoznacznej informacji o tym kto powinien się do niej wpisywać - Park doraŸnie opracował „wlepkę” z tego typu informacją przyklejaną na każdej kartce książki co trochę zmniejszyło problem, Jednak moim zdaniem przydało by się gdyby taka duża i wyraŸna informacja wisiała też w sąsiedztwie miejsca gdzie wystawione są Książki. Nie mam oczywiście złudzeń że wyeliminuje to całkowicie ten problem (zwłaszcza że pewną część tych wpisów generują "dowcipnisie" odczuwający, zapewne po skosztowaniu złocistego płynu ze schroniskowego bufetu, nieprzepartą potrzebę wyartykułowania na kartach Ksiązki swoich "złotych myśli"...) ale mam nadzieję że dość poważnie go ograniczy.

Przechodząc do samych wpisów - niestety sporo wspinaczy wpisuje się, delikatnie mówiąc mało starannie. Dotyczy to zarówno nieczytelnego charakteru pisma (no ale tutaj sam nie jestem całkiem bez winy :-) jak i przede wszystkim maksymalnej skrótowości podawanych informacji. A tak jak pisałem wyżej te informacje naprawdę mogą być przydatne - tyle ze np z lakonicznego wpisu "Mnich - drogi rożne" bez podania nawet wystawy ściany na którą się wybieramy , korzyść dla zespołu też planującego wspinać się w tym rejonie będzie niewielka. Tak samo niewyraŸny numer telefonu czy b. często spotykany opis drogi podejścia "szlak" ( np. w sytuacji gdy wybieramy się na Mięguszowiecki Szczyt) niewiele pomoże ratownikom w razie jakiejś awarii. W Książce znajduje się tez rubryka zatytułowana "Uwagi dotyczące przejścia i inne spostrzeżenia" - już jej nazwa wskazuje, że powinna tam się znajdować przynajmniej jednoznaczna informacja o zrobieniu lub nie drogi (a nie samo "wrócili" bo to widać ze znajdującej się obok rubryki z godziną powrotu).Przy trudniejszych drogach warto tez napisać coś o stylu przejścia, bardzo przydatne dla naszych następców mogą tez być, zwłaszcza w zimie (ale też na początku i końcu sezonu letniego czy po dużych opadach) informacje o warunkach jakie zastaliśmy na drodze. Bezwzględnie należy umieszczać też wszystkie informacje o występujących zagrożeniach - np kilka seznów temu w wyniku uderzenia pioruna w wierzchołek Zadniego Mnicha przez jakiś czas został poważnie uszkodzony łańcuch zjazdowy.Co prawda informacja o tym dość szybko pojawiła się m.in. na forach internetowych poświęconych wspinaniu, no ale nie wszyscy takie fora śledzą dlatego informacja w Książce jest w takim wypadku konieczna..

Ostatnim problemem na jaki chciałem zwrócić uwagę jest kwestia wpisywania godzin wyjścia a zwłaszcza powrotu. Jeśli chodzi o wyjście zdarza się że niektóre zespoły wpisują się "na zapas" znacznie wcześniej , często jeszcze przed śniadaniem traktując to jako swoistą rezerwację planowanej drogi - nie jest to oczywiście w porządku w stosunku do innych wspinaczy. Ale zdarza się to na szczęście chyba dość sporadycznie - znacznie ważniejszym problemem jest powszechne "przeszacowywanie" godziny powrotu . W Książce jest wyraŸnie napisane, ze wpisana godzina NIE JEST automatycznie traktowana jako godzina alarmowa po której TOPR uruchamia akcje ratunkową. Z praktyki wiem, ze w większości przypadków dyżurni ratownicy odczekują przynajmniej pół godziny-godzinę i dopiero wtedy dzwonią na podany numer, żeby sprawdzić czy nic się nie stało. Dlatego chyba warto wpisywać godziny w miarę realnie - oczywiście w górach, zwłaszcza przy mniejszym doświadczeniu nie jest łatwo dokładnie obliczyć czas potrzebny na podejście, wspinanie i powrót, dlatego pewna rozsądną rezerwę warto uwzględnić . Tyle ze wychodzenie np na środkowe żeberko Skrajnego Granata o 7 rano i wpisywanie czasu powrotu na 21.00 rodzi podejrzenia o niezbyt poważne traktowanie tej rubryki - no chyba ze mamy do czynienia z zespołem mieszanym, który po wspinaczce pragnie jeszcze miło spędzić resztę dnia gdzieś w kosówce ... :-)

To tyle moich uwag - tak naprawdę można je podsumować jednym zdaniem : wpisujmy się do Książek Wyjść i róbmy to w miarę starannie bo naprawdę warto... I nie tylko po to żeby Adamowi ułatwić pracę przy podsumowaniach sezonu, choć i ten powód nie jest bez znaczenia.

16 lipca 2015